Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
25 postów 127 komentarzy

Jednomandatowe Okręgi Wyborcze

Jerzy Przystawa - – polski uczony, fizyk, profesor dr hab., specjalista kwantowej teorii ciała stałego, nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim (były kierownik Zakładu Fizyki Fazy Skondensowanej i Teorii Wielu Ciał w Instytucie Fizyki Teoretycznej). By

Grecki circulus vitiosus

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jak było do przewidzenia, kolejne wybory parlamentarne w Grecji niczego nie zmieniły. Jest to zasługa absurdalnego systemu wyborczego.

 

 

W Grecji nie ma jeszcze rządu, ale po Europie rozchodzi się już radosna wieść, że po wczorajszych (17 czerwca 2012) wyborach parlamentarnych, Grecja pozostanie jednak w strefie euro i możemy wszyscy odetchnąć z ulgą.

 

Nie ma jednak pewności, że z równą ulgą odetchnąć mogą sami Grecy, bo cóż pocieszającego przyniosły wczorajsze wybory? Do parlamentu weszło tych samych 7 partii, które zdobyły mandaty miesiąc temu, aczkolwiek z nieco zmienionym dorobkiem mandatowym. I tak pierwsza w tym rankingu Nowa Demokracja (ND) zamiast 108 posłów ma ich teraz 129 w 300-osobowym parlamencie. Jak widzimy brakuje jej jeszcze co najmniej 22, aby samodzielnie sprawować rządy. Tych 129 mandatów bierze się i tak z greckiej odmiany włoskiego „porcato” (świństwa wyborczego), która przyznaje partii, jaka zdobywa najwięcej mandatów jeszcze bonus w postaci dodatkowych 50 miejsc w parlamencie. Gdyby Grecy, tak jak tego wymaga socjalistyczna ideologia partyjnych ordynacji, rozdzielali mandaty według którejkolwiek z licznych odmian „podziału proporcjonalnego”, to przypadłoby im zaledwie 79 miejsc! Ale dzięki „poprawieniu proporcjonalności przez bonusy”, mają teraz 129 a i tak tego za mało, żeby wziąć odpowiedzialność za sprawowanie rządów.

 

Podobnie jak miesiąc temu na drugim miejscu uplasowała się SYRIZA (Unionist Social Front), której teraz przypada 71 mandatów, o 19 więcej niż w maju. Na procenty zdobytych głosów poparcia , to prawie tyle samo co ND, ale dzięki sztuczkom magicznym musi się zadowolić znacznie mniejszym stanem posiadania. Obie te partie, tak jak w maju, mogą utworzyć koalicję rządzącą. W maju jednak SYRIZA odmówiła wejścia do koalicji rządzącej i stało się to przyczyną nagłego kryzysu. Teraz jednak coś się tam stało i jest gotowa do współrządzenia. Wydaje się, że SYRIZA, zdobywając w poprzednich wyborach nie całe 2% głosów mniej od ND liczyła, że gdy wybory się powtórzy, to dwa procent się przesunie i to ona dostanie „mandaty bonusowe”. No ale tak się nie stało i, nolens-volens, godzi się teraz na koalicję z Nową Demokracją. Kiepsko to rokuje dla Greków, bo czego dobrego mogą się spodziewać z niechcianej koalicji partii, które jeszcze miesiąc temu o wspólnym rządzeniu słyszeć nie chciały?

 

Piszę „tam”, ale trudno mieć wątpliwości, że to coś, co się stało, to nieprawdopodobny nacisk na polityków greckich ze strony ich europejskich przyjaciół, rozliczne rozmowy „negocjacyjne” w Berlinie, Paryżu i Brukseli, dokąd pracowicie jeździli w ostatnich tygodniach przywódcy partii ubiegających się o mandaty parlamentarne. Nas jednak tutaj nie interesują niezgłębione arkana międzynarodowej polityki – zostawiam to potężnym oddziałom specjalistom, którzy nam wszystko wytłumaczą w lot – nas interesuje system wyborczy do władzy ustawodawczej, bo to ona ustala reguły podporządkowania i niezależności kraju od zewnętrznych potęg.

 

Grecy, podobnie jak i inne małe kraje europejskie o statusie półkolonialnym, poddali się muzyce lewackich syren, które niezmiennie głoszą, że wybory na listy partyjne, dialektycznie określane mianem „wyborów proporcjonalnych”, to jest szczyt demokracji, że bez list partyjnych nie może być mowy o prawdziwie wolnych, demokratycznych i… sprawiedliwych wyborach. „Proporcjonalne równa się sprawiedliwe” ten demagogiczny zabieg semantyczny udał się nadzwyczajnie, a już nie potrzeba wcale mówić, że „proporcjonalne” to to samo co wielomandatowe listy partyjne. I chociaż praktycznie wszędzie się okazuje, ze ten system wyborczy jest skrajnie niepraktyczny, ponieważ niesłychanie utrudnia wyłonienie rządu zdolnego do rządzenia (przypomnijmy, ze w Belgii prawie dwa lata trwały ostatnie przepychanki koalicyjne, zanim w końcu udało się wynegocjować jakiś modus vivendi!), to tym większym i potężniejszym macherom politycznym, ta sytuacja jest bardzo na rękę, gdyż znakomicie ułatwia podporządkowywanie ich interesom mniejszych i słabszych.

 

Na czym polega ta „proporcjonalna sprawiedliwość” partyjnych list wyborczych doskonale ilustrują wczorajsze wybory w Grecji. Jakiż może być piękniejszy przykład „proporcjonalnej sprawiedliwości” niż przyznanie partii, która uzyskała 29,7% głosów poparcia, 129 mandatów (a więc 43%!), podczas gdy druga partia, z poparciem 26,9% głosów, dostaje 71 mandatów, a więc o 20% mniej!

 

Ale popatrzmy na inne przejawy „proporcjonalności”: partia DIMAR w wyborach majowych uzyskała 6,11% głosów i dostała 19 mandatów. Wczoraj padło na nią WIĘCEJ głosów, bo 6,25%, ale za to mandatów otrzymuje o 2 MNIEJ! Partia XA zdobyła wczoraj 6.92% głosów poparcia, tj. o 0,05% mniej, ale mandatów 18, a więc o 3 mniej niż w maju! Podobnie jest i z pozostałymi partiami, które teraz mają zamiar tworzyć opozycję.

 

Zanudzam Czytelników tymi procentami, gdyż chciałbym, żeby było jasne jak fałszywą i zakłamaną jest ideologia leżąca u podstaw tzw. systemu proporcjonalnego. Według uczonych propagatorów tego systemu, skład parlamentu powinien być jak zwierciadło odbijające rozkład politycznych preferencji w społeczeństwie i głównym argumentem krytyki systemu jednomandatowych okręgów wyborczych, jest właśnie to, że ich wyniki nie są proporcjonalne. Politolodzy wymyślili nawet tzw. indeks dysproporcjonalności wyborów (indeks Gallaghera). Gdyby wybory były naprawdę proporcjonalne, to ten indeks powinien wynosić zero. Tak jednak nigdy nie jest, a im większa wartość tego indeksu tym gorzej dla „proporcjonalności”. Wczorajszym wyborom w Grecji odpowiada indeks Gallaghera większy od 10, co całkowicie dyskwalifikuje te wybory jako wybory proporcjonalne.

 

Jakąż więc niesłychaną zaletę mają te procedury wyborcze, że wszystkie partie polityczne trzymają się ich niczym deski ratunkowej?

 

Odpowiedź jest prosta: wprawdzie państwa w takich systemach są nierządne i słabe, to bandy partyjne mają się w nich doskonale, a od obywateli nie wiele zależy. Wyborcy o niczym nie decydują , wybory to swego rodzaju liturgia demokratyczna, której trzeba się poddać, bo tego wymaga „demokracja”. W Grecji nawet obywatele mają ustawowy obowiązek udziału w głosowaniu, a więc tam już jest to, o czym od lat przemyśliwują polscy proporcjonaliści. Jednakże, żeby lepiej i wyraźniej widać było co mogą, a raczej czego nie mogą, wyborcy, w ich ordynacji istnieje ciekawy zapis: przywódca partii politycznej, która uzyskuje prawo do mandatów parlamentarnych AUTOMATYCZNIE wchodzi do parlamentu, bez względu na ilość głosów jaka na niego padła!

 

Może ten przykład unaoczni nam na czym polega różnica miedzy krajami, które rozdają karty w polityce międzynarodowej – jak USA, Kanada, UK czy Francja - a tymi, które są trzymane na linewce, jak Grecja czy Polska. Tam, przywódca partii politycznej musi najpierw uzyskać mandat w swoim okręgu wyborczym i to jest conditio sine qua non jego liderowania. Tutaj zdanie obywateli może go wcale nie obchodzić, miejsce ma zawsze zagwarantowane.

 

Przykre, ale miła polskiemu sercu Grecja nadal będzie krążyć w eurokieracie. Patrzmy uważnie na Rumunię, która pierwsza zdecydowała się dać swoim obywatelom szansę na prawdziwe wybory: może Rumunom się uda?

 

KOMENTARZE

  • Ogólnie Autor ma rację, ale same JOW bez bezpośredniej demokracji jako ostatecznego
    i najwyższego mechanizmu sprawowania władzy ma niewielką wartość.
  • @NUS 08:52:31
    jest oczywiste, że ordynacja wyborcza nie ma żadnego znaczenia. Dowodzi tego najlepiej przykład grecki: jeszcze dwa lata temu zwycięskiej partii dosypywano 40 mandatów, potem podniesiono to do 50 i co się poprawiło? Nic. Trzeba było robić kolejne wybory, a po tych wyborach kolejne itd. A jakby dosypano 100? Albo 200? Czy wtedy coś by się zmieniło?

    Wydawało mi się, że ten przykład powinien kogoś przekonać. Jak widać byłem naiwny i wciąż jestem. Ordynacja wyborcza nie ma znaczenia. Nic nie ma znaczenia. Ważne jest tylko, żebyśmy wszyscy zdrowi byli!
  • @Jerzy Przystawa 09:12:09
    Panie profesorze. Oczywiście, że ordynacja wyborcza ma znaczenie - ma Pan rację.
    Ale nawet jeśli ordynacja wyborcza będzie idealnie zdefiniowana to nie rozwiąże to problemu partiokracji - poseł po wybraniu może robić co mu się podoba do następnych wyborów. Następne wybory jak dobrze pójdzie zmienią osobę ale problem pozostanie.
    Bez mechanizmu referendalnej kontroli przedstawicieli nie będzie lepiej.

    Mamy w Polsce partię demokracji bezpośredniej

    Z programu partii
    "a) wprowadzenie w Rzeczpospolitej Polskiej referendum na kształt szwajcarskiego (wniosek obywateli o referendum wiążący dla Sejmu),
    b) uproszczenie wymogów obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej (krótszy termin zbierania podpisów, specjalny tryb rozpatrywania projektów obywatelskich),
    c) możliwość odwołania polityka w trakcie kadencji poprzez referendum w jego okręgu wyborczym (recall),
    d) możliwość uchylenia przepisów prawa przez obywateli poprzez weto ludowe;"
  • @NUS 10:32:41
    Drogi Panie, no co ja mogę? Ja mogę tylko argumentować, ale przekonać każdy musi się sam. Nasz Ruch JOW powstał już 20 lat temu. Kilka lat temu pojawili się sojusznicy, którzy twierdzą, że najważniejsze jest referendum, jak w Szwajcarii. Alle to jest o tyle kiepski przyklad , bo w Szwajcarii akurat nie ma JOW. Oczywiście. może zawsze Szwajcarię ulepszać i w Polsce stworzyć jeszcze lepszą Szwajcarię i dodać do systemu szwajcarskiego JOW. Ale ja nie jestem taki ambitny. Ja wskazałem KONKRETNĄ USTAWĘ, której wprowadzenie przyniesie konkretne skutki. Natomiast nikt nie wie, jakie skutki przyniesie ustawa o referendum. Polacy mają różne pomysły. Kiedy my proponujemy o JOW, to np. p. Kropiwnicki zebrał podpisy o referendum w sprawie święta Trzech Króli, a p. Duda w sprawie emerytur. Co przyjdzie do głowy ich następcom, po uchwaleniu ustawy o referendum ( a jaka to ma być ustawa? A ile podpisów trzeba zebrać? A czy jest potrzebne kworum czy nie?) tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Dlatego my trzymamy się naszej propozycji.

    A jak się nazywa ta partia polityczna demokracji bezpośredniej, bo jakoś nie udało mi się jej istnienia zauważyć?
  • @Jerzy Przystawa 11:57:39
    Oczywiście chwała Panu za wysiłki, które Pan wkłada w poprawę.
    Z pewnością lepsze JOW niż to bagno partiokracyjne, które mamy obecnie.
    Problem nie w tym co Pan może, ale w tym że świnie przy korycie nie są zainteresowane zabraniem koryta. Więc nie chcą JOW ani tym bardziej DB.

    Tematami na referendum bym się nie przejmował - w Szwajcarii referenda lokalne robią nawet w temacie typu "Czy postawić tutaj wysypisko śmieci?".

    Partia demokracji bezpośredniej powstała choć to są początki - życze im powodzenia i dlatego propaguję
    https://db.org.pl/

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031