Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
25 postów 127 komentarzy

Jednomandatowe Okręgi Wyborcze

Jerzy Przystawa - – polski uczony, fizyk, profesor dr hab., specjalista kwantowej teorii ciała stałego, nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim (były kierownik Zakładu Fizyki Fazy Skondensowanej i Teorii Wielu Ciał w Instytucie Fizyki Teoretycznej). By

Jak demokraci ludowi radzą sobie z demokracją

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Od 22 lat utrzymywana jest w Polsce skuteczna blokada medialna na informacje o tym, jak powinny wyglądać naprawdę demokratyczne wybory

 

W przedświątecznym numerze tygodnika „Polityka”  ukazał się tekst znakomitych komentatorów politycznych, Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki „10 mitów polskiej polityki”, którego autorzy, podobnie jak i inni równie wybitni polscy analitycy, bezkompromisowo rozprawiają się z postulatem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach parlamentarnych, jako remedium na wady ustroju państwa. „Ostatnie wybory do Senatu…, pokazały, że to mrzonka.”

 

Differenzia specificademokracji ludowej

 

Wyższa forma demokracji, nazywana u nas przez pół wieku demokracją ludową, tym się różni od demokracji zwykłej, że  wszystkie demokratyczne instytucje takiego państwa wprowadzane są „od góry do dołu”, a więc przez jakąś tajemniczą elitę, która skądś tam się wzięła – czasem wiadomo skąd, a czasem nie bardzo – i ta „elita” określa zasady życia zbiorowego, a w szczególności procedury jej wyłaniania i reprodukcji. Wszystko to legitymizują wybory powszechne, oczywiście tajne, równe i bezpośrednie, bez których wielki świat żadnej takiej „demokracji” nie przyjąłby do wiadomości. Differenzia specifica demokracji bloku sowieckiego było radykalne uproszczenie procedur wyborczych, poprzez założenie, że kandydaci do Sejmu zgłaszani być mogli tylko na jednej liście wyborczej, na którą, pluralistycznie, wchodzili zgodnie przedstawiciele wszystkich partii i stronnictw, organizacji społecznych, związków zawodowych i co tam tylko warte było uwzględnienia.

 

I zmiana formuły

 

Wielka transformacja ustrojowa roku 1989 dokonała korekty w tej formule „wyższej demokracji”, sprowadzającej się do tego, że  kandydatów do politycznej elity umieszczano nie na jednej, a na wielu listach wyborczych. Problemem było tylko, jak zapewnić, żeby w tych nowych warunkach wybory wygrywali ci, którzy powinni? I to był główny temat twardych, męskich (kobiety w nich raczej nigdzie nie uczestniczyły) rozmów we wszystkich historycznych „magdalenkach”, jakie odbywały się na wielkim obszarze od Łaby do Władywostoku.

 

W tych męskich rozmowach nikt nie zaprzątał sobie głowy pytaniem: a jaka procedura wyborcza najbardziej odpowiadałaby nam, wyborcom, obywatelom wolnej Polski, Czechosłowacji, Węgier czy Rosji? Nigdy i nigdzie „elita polityczna” nie pozwoliła sobie na to, żeby powiedzieć swoim poddanym: patrzcie, tak wybierają się Francuzi, tak Niemcy, tak Amerykanie a tak Szwedzi. Który z tych sposobów uważacie za najbardziej właściwy? Jest wiele wypróbowanych propozycji do wyboru, niech SUWEREN, a więc wolne społeczeństwo, zdecyduje o tym, jak chce wybierać swoją elitę? Jeśli się pomyli, jeśli wybrany sposób okaże się kiepski, nie spełniający oczekiwań, to przecież będziemy mogli dokonać korekty i wybrać sobie inny!

 

Nic takiego się nie stało. Samozwańcza elita uznała, że ona sama, i tylko ona ma prawo decydowania i rozstrzygania o tej sprawie, a społeczeństwo nie ma tu nic do gadania. Wprowadzali więc różne procedury, zmieniali je wielokrotnie, ale zawsze wyłącznie pod kątem swoich grupowych interesów, nie pytając obywateli o zdanie i nie biorąc go pod uwagę.

 

Nasi „demokraci” doszli do wniosku, że najlepszym sposobem obezwładnienia społeczeństwa jest utrzymywanie go w niewiedzy. Przede wszystkim w niewiedzy odnośnie tego, jak wyglądają procedury wyborcze w cywilizowanych krajach, które są demokratyczne nie tylko z nazwy.

 

Czy w XXI wieku można ukryć jak się wybierają inne nacje?

 

Czy to możliwe? Czy w nowych warunkach cywilizacyjnych, w dobie Internetu, telefonów komórkowych, setek różnorodnych programów telewizyjnych i radiowych, zadeklarowanej powszechnie wolności słowa, możliwe jest utrzymywanie Polaków w niewiedzy odnośnie tego, jak wybierają się Anglicy, Amerykanie, Kanadyjczycy czy Francuzi?

 

20 lat walki Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych o referendum w sprawie ordynacji wyborczej dowiodły, że jest możliwe jak najbardziej, że panując nad mediami komunikacji społecznej można swobodnie manipulować nawet nowoczesnym społeczeństwem, że można przed nim ukryć prawdę o podstawowym elemencie demokracji, jakim jest kwestia demokratycznych wyborów powszechnych. Co więcej, udało im się przekonać szerokie rzesze wyborców, że sprawa procedury wyborczej jest sprawą bez znaczenia, że najważniejsze to jest „dobrze wybierać”, a czy to będzie tak, czy siak, to wszystko jedno i nie ma o co kruszyć kopii. W tej sytuacji można było spokojnie zmieniać granice okręgów wyborczych, liczby mandatów poselskich na okręg, różne metody przeliczania głosów na mandaty, warunki kandydowania, przepisy finansowe itp., nie zwracając uwagi opinii publicznej i nie prowadząc żadnej otwartej debaty nad sensownością tych zmian.

 

 

Powstanie Ruchu JOW zainspirowały wydarzenia z początku lat 90. we Włoszech i powstanie tam wielkiego Ruchu „Maggioritario”, który w krótkim czasie doprowadził do referendum w sprawie ordynacji wyborczej. W 1991 roku miało miejsce to niezwykłe referendum, w którym udział wzięło 65,1% Włochów i w którym 95,6% głosujących opowiedziało się za reformą systemu wyborczego. Ze względu na konstytucyjną specyfikę referendów włoskich konieczne było referendum kolejne, w roku 1993, w którym wzięło udział 77,1% Włochow, a 82,7% z nich opowiedziało się za odrzuceniem systemu wyborów proporcjonalnych. Ta frekwencja i odzew zadały kłam rozpowszechnianym opiniom, że sprawa ordynacji wyborczej jest bez znaczenia, że nikogo nie interesuje, że są sprawy ważniejsze i bardziej społecznie poruszające.  

 

Jakie było echo tych historycznych wydarzeń w Polsce? Żadne. Nie pisały o nich opiniotwórcze gazety i tygodniki, nie rozmawiali o nich wybitni polityczni komentatorzy wydarzeń światowych w stacjach telewizyjnych i radiowych! Zupełnie tak, jakby Włochy leżały gdzieś na jakiejś innej, niedostępnej planecie, gdzie nie ma tysięcy polskich dziennikarzy, komentatorów, uczonych różnych specjalności i Papieża – Polaka! Trudno było wprost uwierzyć i pojąć, że taka blokada informacyjna jest, pod koniec XX wieku, możliwa w sercu Europy, w kraju, w którym Włochy są ulubionym miejscem podróży i odpoczynku.

 

W takiej sytuacji już nie dziwi fakt blokady informacyjnej na dwa referenda, które miały miejsce w Rumunii, w roku 2007 i 2009, bo Rumunia to kraj, który rzeczywiście Polaków wydaje się mało obchodzić. Pamiętam rozmowę z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, którego chciałem zainteresować referendum konstytucyjnym w Rumunii: „Rumunia? A kogo to może interesować? Kto by chciał się czegokolwiek uczyć od Rumunów?!”

 

Jednakże nawet przy tego rodzaju postawach zdziwienie ma prawo budzić kompletne przemilczenie w mediach w Polsce historycznego referendum o ordynację wyborczą, jakie odbyło się 5 maja 2011 na Wyspach Brytyjskich! Zjednoczone Królestwo jest bowiem miejscem pracy już chyba ok. 2 milionów młodych Polaków, którzy tam poszukują rozwiązania swoich problemów egzystencjalnych. Są to wszystko ludzie energiczni i przedsiębiorczy, otwarci, wydawało by się, na świat i światową politykę. A jednak! A jednak i w tym przypadku temat fundamentalnego problemu demokracji brytyjskiej nie spotkał się z żadnym zainteresowaniem, nie odbyły się żadne publiczne debaty i analizy, a nawet wzmianki o tych wydarzeniach próżno szukać w polskich środkach przekazu! Sprawa nie zainteresowała ani rzesz młodych polskich absolwentów wszelkiego rodzaju studiów politologicznych, ani ich wspaniałych nauczycieli, jak Wiesław Władyka czy inni, nie mniej wybitni. Nawet przeszukując Internet trudno cokolwiek znaleźć (poza tekstami ludzi Ruchu JOW, naturalnie). Jakiż to kontrast między tym milczeniem, a hałasem medialnym w sprawie referendum o wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, do którego jednak na razie na szczęście nie dojdzie, bo Parlament Brytyjski nie wyraża zgody!

 

Kwaśniewski wymyślił, Komorowski zrealizował

 

Propozycję wprowadzenia JOW w wyborach do Senatu, chyba jako pierwszy, wysunął jeszcze Aleksander Kwaśniewski za czasów swojej pierwszej kadencji prezydenckiej. Przyznał wtedy, że to dobry sposób wybierania, ale nie do Sejmu, gdyż do wyborów w JOW do Sejmu polskie społeczeństwo jeszcze nie dojrzało. Jakoś Kwaśniewskiemu zrealizowanie pomysłu się nie udało, trzeba było dopiero prezydentury Bronisława Komorowskiego. Ale Ruch JOW, który od samego początku postuluje właśnie wybory w JOW do Sejmu – a nie do Senatu! –  w różnych internetowych publikacjach, ten ersatz ustrojowy krytykował, widząc w nim przede wszystkim okazję do tego, co dzisiaj robią panowie Janicki i Władyka, a razem z nimi i dziesiątki innych oficjalnych komentatorów politycznych: do przedstawiania postulatu JOW jako zbędnego i bezskutecznego usiłowania naprawy polskiej sceny politycznej.

 

Ale czego tak się boją?

 

Nie ma sensu i potrzeby, żebym tutaj odpowiadał na enuncjacje Janickiego i Władyki i wykazywał ponownie dlaczego ich krytyka JOW na podstawie wyników wyborów do Senatu jest tylko zabiegiem socjotechnicznym, korzystającym z tego, że zwolennicy JOW nie mają możliwości podjęcia z nimi polemiki w środkach masowego przekazu. W Internecie jest cały szereg artykułów, w których wykazujemy fałszywość i bezzasadność ich argumentacji. Kto ciekaw, łatwo te artykuły odnajdzie, wystarczy choćby wpisanie w wyszukiwarce internetowej mojego nazwiska. Postawię tylko raz jeszcze wieczne pytanie: czego tak się boicie, panowie elici? Skoro ordynacja wyborcza jest bez znaczenia, to dlaczego nie można dopuścić do publicznej dyskusji na ten temat? Dlaczego ani „Polityka”, ani żadne „Uważam Rze”, ani jakiekolwiek inne tzw. opiniotwórcze pismo nie dopuści do głosu przedstawicieli Ruchu JOW?

 

Zdarzyło się przed laty, że red. Bronisław Wildstein zaprosił do studia telewizyjnego mnie i paru profesorów – propagatorów systemu proporcjonalnego. Wydawało mu się, ze może wynikiem tego spotkania będzie interesująca dyskusja. Niestety, „guru” polskich konstytucjonalistów,  Stanisław Gebethner, uciekł ze studia w momencie wchodzenia na wizję, pod pretekstem, że rażą go światła, a on ma chore oczy!

 

Strach „ludowych demokratów” przed przedstawieniem Polakom jak naprawdę wyglądać mogą prawdziwe wybory parlamentarne dowodzi tylko słuszności i zasadności naszego postulatu ustrojowego. Otwartym pozostaje pytanie czy w XXI wieku można w nieskończoność utrzymywać w niewiedzy obywateli państwa w środku Europy?

 

Ale mury runą, Panowie Elici, nawet mury blokujące dostęp do środków masowego przekazu! Czego nam wszystkim, na Nowy Rok 2012 życzę z całego serca.

KOMENTARZE

  • autor
    "ani ich wspaniałych nauczycieli, jak Wiesław Władyka czy inni, nie mniej wybitni."

    Dlaczego nazywa go Pan wybitnym? Przecież okazał się drobnym żulikiem.
  • Dlaczego
    tak potężny Ruch nie ma jeszcze swojego ani jednego posła? Dlaczego w dobie internetu przeszkodą jest milczenie GW?
  • @waldemar.m
    Dlatego, że Profesor Bazijew, wykorzystując (zdradziecko!!!) chmary elektrin, poparcie profesora Baltazara Gąbki i latanie latających żab ukradł podstępnie prędkość światła.

    Co więcej. Jak donoszą - nie chciał jej oddać nawet za dwa mordkowicze. Jeszcze się odgrażał.

    Bezczelny!
  • @autor - drobna uwaga
    ---cytuję----
    Od 22 lat utrzymywana jest w Polsce skuteczna blokada medialna na informacje o tym, jak powinny wyglądać naprawdę demokratyczne wybory
    ----koniec cytatu----

    Proszę uwierzyć. Nie tylko "nikt na świecie nie wie, że się kocham w Ewie", ale także "nikt na świecie nie wie" jak powinny wyglądać "naprawdę demokratyczne wybory".

    Ale mam pomysł.

    Kładziemy nóż. Gasimy światło. Wygrał wybory ten, kto wyjdzie żywy.

    Z całym szacunkiem dla nauki i profesury :-))))
  • @nonscolar
    Powiedzmy. A jednak Brytyjczycy w referendum w maju 2011 zdecydowali, ze FPTP, czyli JOW, jaki proponujemy. Dlatego tak powinny, naszym zdaniem wygladać prawdziwe wybory i o to walczymy. A Pana zdaniem jak, czy też Pan należy do tych, którzy nie wiedzą? Warto się oświecić, wybory to nie jest wiedza tajemna, zastrzeżona tylko dla wybranych. Mówimy przecież o tym, co się nazywa "wybory powszechne", a skoro powszechne, to ich logika powinna być powszechnienie dostępna i łatwa do zrozumienia.
  • @waldemar.m
    Uniwersytet Warszawski na stanowiskach profesorów zatrudnia bez wyjątku wspaniałych nauczycieli, a jeśli jeszcze taki "nauczyciel" pisze co tygodnia wielkie analizy polityczne w tygodniku "Polityka", to jak można zwątpić w jego wybitność? Wybitny warszawski profesor uciekł ze studia, bo nie chciał skalać swojej wybitności dyskusją z kimś tak niewybitnym jak niżej podpisany. Dlatego i wybitny tygodnik opiniotwórczy "Polityka" zamkniety jest przed tekstami takimi jak moje. Tak to jest.
  • @Jerzy Przystawa
    Szanowny Panie,
    jestem orędownikiem JOW od dosyć dawna. Może robię to źle, co widzę po reakcjach - albo wzruszanie ramionami, albo anemiczne poparcie graniczące z obojętnością, bo "po co", skoro "jest dobrze". Wtedy mówię: no to weź, i spróbuj sam wystartować w wyborach - a w odpowiedzi słyszę, "ale po co".
    Od kiedy pamiętam, czyli od szkoły podstawowej, pełnienie funkcji ("przewodniczaca/cy klasy") zawsze stanowiło pożądany łup dla klasowych liżyd*pców, a dzieciaki rzeczywiście predysponowane umysłowo i moralnie do reprezentacji mojej klasy - albo broniły się rękami, nogami przed taką funkcją, albo wprost oświadczały: "nie".
    obawiam się, że to jest cecha ogólna naszej społeczności.
    A czy można spowodować przemianę mentalności np. krakowian? wątpię, bo to jest bardziej złożony mechanizm, "czynnik ludzki" to tylko element.
    Walczyć o JOW trzeba. Nie oglądać się na to, "jakie są szanse". Ale po efektach sondowania gruntu pod prosty w swym założeniu, i klarowny, "Trybunał Obywatelski" - kolejny raz widzę jak niewielu jest ludzi w Polsce, zdolnych zaakceptować coś pozapartyjnego, ponadpolitycznego, nie walczącego o "jakiś takiś" śwaitopogląd, tylko służącego wzorcowemu realizowaniu wyobrażeń społecznych o procesowej bezstronności, rzetelności, dążeniu do obiektywizmu, itp. itd.
    Pozdrawiam,
    DB
  • Świetny tekst
    I ta konkluzja, która jest kluczowa:

    "W tych męskich rozmowach nikt nie zaprzątał sobie głowy pytaniem: a jaka procedura wyborcza najbardziej odpowiadałaby nam, wyborcom, obywatelom wolnej Polski, Czechosłowacji, Węgier czy Rosji?".

    "Samozwańcza elita uznała, że ona sama, i tylko ona ma prawo decydowania i rozstrzygania o tej sprawie, a społeczeństwo nie ma tu nic do gadania. Wprowadzali więc różne procedury, zmieniali je wielokrotnie, ale zawsze wyłącznie pod kątem swoich grupowych interesów, nie pytając obywateli o zdanie i nie biorąc go pod uwagę".

    To jest naprawdę diagnostyczne, gdy przedstawiciele wszystkich ugrupowań parlamentarnych wmawiają Polakom, że są oni zbyt "niedojrzali", by korzystać z ordynacji JOW.
  • @Iza
    Coś, co trwale jest nieobecne w środkach masowego przekazu nie może być ważne.Skoro od 20 lat chodzimy po Polsce z tą sprawą, a ona nie przebija się do telewizji, ani takiej, ani siakiej, to taka sprawa z definicji nie jest warta.,żeby sobie nią zaprzątać uwagę. Nie zostało zrozumiane, że w pseudodemokracjach najważniejsze właśnie są te sprawy o których się nie mówi.
  • @Jerzy Przystawa
    Omijanie współczynnika odpowiedzialności osobistej i kandydatów, nawet w J O W jest po prostu ”nie demokratyczne”.
  • @goodness
    Mógłby Pan/Pani jaśniej? Nie mogę zgadnąć co Pan/Pani na myśli.
  • @Jerzy Przystawa
    Nie wystarczą dwa słowa: współczynnik odpowiedzialności?
  • @goodness
    Przykro mi, ale napisał Pan jedno zdanie, ale w nim co słowo to dla mnie zagadka: ani nie wiem co to jest współczynnik odpowiedzialności, ani nie mam pojęcia na czym polega jego "omijanie" i "nawet w JOW", ani dlaczego to omijanie jest "nie demokratyczne" i jeszcze w cudzysłowie. Pan pisze jakimiś rebusami, a ja w rebusach nigdy nie byłem dobry.
  • @Jerzy Przystawa
    Szczerze mówiąc - nie mam w tej kwestii wyrobionego zdania.

    Ogólnie uważam, że demokracja, to spaprany projekt. Potrzebne jakieś sito odsiewające wyborców, ewentualnie jakiś system wag, na przykład od 0 do 100.

    Oczywiście, czego nietrudno się domyślić, sobie przyznaję wagę 100 :-))))
  • @nonscolar
    Nie ma Pan zdania. Kiedy 30 lat temu siedziałem w więzieniu, a razem ze mną tysiące innych - w tym konkretnym więzieniu kilkuset - to nikt z nas nie miał zdania o tym, jak powinny wyglądać prawdziwe wybory. Wydawało nam się, że wolne wybory, to będzie tak: zgłosi się ten, kto zechce, a my wybierzemy tego, kto się nam będzie podobał. A ponieważ tyle wiedzieliśmy i rozumieliśmy o wolnych wyborach, dlatego od 1989 roku robią z nami co im się żywnie podoba, a nam do nauki nie spieszno. A każdy sobie, podobnie jak Pan, przyznaje wagę 100. Na tym polega dramat, ktory oby się nie przerodził w tragedię.

    Wszystkiego najlepszego,

    JP

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031